Dlaczego taki właśnie tytuł? Dwa tygodnie temu, przy okazji felietonu zahaczającego o tematy polityczne, napisałem kilka słów o Eugeniuszu Bodo, słynnym, przedwojennym aktorze i piosenkarzu, nawiązując do aktualnego serialu telewizyjnego. Zamierzałem wówczas temat ów odrobinę rozwinąć, ale nie starczyło już miejsca. Zatem dzisiaj kilka odniesień do wspomnianej telewizyjnej produkcji, a przy okazji, jeśli zmieszczę, kilka ciekawostek ze świata filmu.

Dodaj komentarz

Kilka miesięcy temu, na imieniny, dostałem książkę „Każdy szczyt ma swój CZUBASZEK”. Ponad trzysta stron zabawnego wywiadu-rzeki, jaki przeprowadził z tytułową bohaterką znakomity kabaretowiec Artur Andrus.

Dodaj komentarz

Choć tytuł dzisiejszego felietonu jest podobno chińskim przysłowiem, odnoszę wrażenie, że znakomicie pasuje do naszej polskiej, dzisiejszej rzeczywistości. Na ogół staram się unikać tematów politycznych, ale o czym można pisać w kraju ogarniętym czymś w rodzaju politycznego obłędu?

Dodaj komentarz

Na wiosnę kwiatki rosną i kwitnie miesiąc maj – jak śpiewała niegdyś Iga Cembrzyńska. Ileż to innych jeszcze piosenek napisano o tym symbolicznym dla wiosny miesiącu. Potrafię z pamięci wymienić co najmniej kilka z nich, ze słowem maj w tytule.

Dodaj komentarz

Zanim zacznę, muszę czytelników przeprosić za pewną drobną omyłkę. Otóż przed tygodniem, cytując fragmenty książki pana Adama Granville, podałem jej tytuł z błędem. Dzisiaj to poprawiam. Polskie „dżentelmen” pochodzi od angielskiego „gentleman”, a nie, jak odruchowo napisałem, „gentelman”. Zatem przepraszam. Zwłaszcza tych dżentelmenów, którzy posługują się językiem angielskim.

Dodaj komentarz

Pożyczono mi niezwykle interesującą książkę, wydaną niecałe dwa lata temu. Jest to eleganckie, ponad trzystustronicowe i bogato ilustrowane tomisko w sztywnej oprawie. Autor Adam Granville, Polak, w niesłychanie ciekawy sposób opisuje i interpretuje obyczaje i zachowania, które na przestrzeni wieków wpisały się do obowiązkowego kanonu określającego sposób bycia współczesnego gentelmana. Gentelmana, czyli człowieka z klasą.

Dodaj komentarz

Wielkie brawa, to mało powiedziane. Felieton, który zamierzam dzisiaj napisać, to gigantyczna owacja na cześć pewnej artystycznej rodziny. Rodziny Wasilewskich: Ewy, Roberta, Igi i Kai - laureatów tegorocznej nagrody Juranda.

Dodaj komentarz

Tegoroczne dni Święta Wielkanocnego mamy już za sobą. Religijne znaczenie owego święta jest oczywiste dla każdego katolika. Rozumiemy jego duchowe przesłanie. A jeśli nie wszystko zrozumieć potrafimy, lub czegoś nie wiemy, zawsze możemy dowiedzieć się o tym od księdza. W końcu po to, między innymi, są przedświąteczne rekolekcje.

Dodaj komentarz

Przed tygodniem pisałem o niedawno zmarłym wybitnym aktorze Marianie Kociniaku. Wielkim mistrzu, którego miałem okazję poznać osobiście w roku 1971. Dzisiaj chciałbym napisać o innym luminarzu poezji i estrady, dzięki Bogu żyjącym, Wojciechu Młynarskim. Młynarskiego także poznałem osobiście, kilka lat wcześniej niż Kociniaka, mianowicie w roku 1965. Było to tuż po urodzeniu jego córki, powszechnie dziś znanej osobowości telewizyjnej, Agaty Młynarskiej. Jako okazję dla napisania felietonu akurat o Młynarskim traktuję jego jubileuszowe, siedemdziesiąte piąte urodziny, które przypadają w przeddzień Świąt Wielkanocnych, czyli 26 marca.

Dodaj komentarz

Kilka dni temu zmarł Marian Kociniak. Aktor. Od kilkudziesięciu lat był jednym z najbardziej popularnych artystów komediowych teatru, telewizji i filmu. Ale grywał też role poważne i w tej kategorii także błyszczał talentem. Czterdzieści pięć lat temu miałem okazję poznać go osobiście. Można powiedzieć, że prawie cały letni miesiąc spędziliśmy wspólnie na plaży w Łazach. Chciałbym zatem napisać kilka słów o zmarłym mistrzu. Wprawdzie byliśmy przed wieloma laty na ty, ale ponieważ od bardzo dawna nie miałem okazji odnowić tej starej znajomości, nie ośmielę się dzisiaj pisać o mistrzu po imieniu.

Dodaj komentarz

Całkowicie ogłuszony telewizją, gdzie o niczym nie da się usłyszeć i niczego zobaczyć, poza kolejnymi marszami w obronie wyższych wartości, uzupełnionymi wypowiedziami setek komentatorów - znawców prawa, państwowości, demokracji oraz Trybunału Konstytucyjnego, spróbowałam sięgnąć do prasy. W poszukiwaniu tematu do dzisiejszego felietonu.

Dodaj komentarz

Koński temat rozpocząłem przed tygodniem. Dzisiaj kontynuacja. Co prawda „koń jaki jest każdy widzi”, ale mało kto widział na żywo prawdziwego „araba”, a także tylko nieliczni, poza pasjonatami, wiedzą o co tu właściwie chodzi.

Dodaj komentarz

Jak tu pisać o czymkolwiek, jeśli wokół nas aż huczy w mediach na dwa tematy. Wałęsa - Bolek i konie arabskie. Ilekroć włączam telewizor, to trafiam na kolejny marsz KOD. W ostatnią sobotę usłyszałem wypowiedź jednego z uczestników owego marszu, który powiedział, że są trzy „świętości”, dzięki którym Polskę zna cały świat. Mianowicie Polski Papież, Lech Wałęsa i istniejąca od 200 lat, jedyna na świecie aż takiej rangi, janowska hodowla koni czystej krwi, czyli arabów.

Dodaj komentarz

Dzisiaj chętnie zająłbym się tematyką szczycieńską, ale aktualnie nie jestem na bieżąco. Cały tydzień spędziłem w Warszawie, a po powrocie nie zdążyłem przejrzeć miejscowej prasy. Nic zatem nie wiem. Nie chciałbym zanudzać czytelników sentymentalnymi opisami miejsc, które odwiedziłem w Stolicy - mieście, gdzie spędziłem 60 lat życia. Spróbuję więc nieco inaczej.

Dodaj komentarz

Kilka dni temu zatelefonowała do mnie zaprzyjaźniona pani. Mieszkanka Szczytna. Porozmawialiśmy trochę o tutejszych sprawach, po czym usłyszałem: dlaczego ty o tym nie piszesz? Zdumiało mnie to trochę, ponieważ na temat co najmniej połowy omawianych tematów wypowiedziałem swoje zdanie w licznych kurkowych felietonach. Kiedy powiedziałem o tym mojej rozmówczyni, to ona z kolei zdziwiła się i wyjaśniła: wiesz, nie czytam twoich felietonów, bo ty zawsze pisałeś o sprawach warszawskich, a to mnie specjalnie nie interesuje.

Dodaj komentarz

Przed tygodniem wspomniałem „dżunglę” po kinie „Jurand”, sugerując solidne ogrodzenie owej żenady murem i zaproszenie artystów grafficiarzy do jego przyozdobienia. Jak napisałem, nie jest to żaden mój wynalazek, a powszechnie stosowana w wielu miastach świata recepta na ukrycie brzydoty, której nie da się usunąć.

Dodaj komentarz

Tydzień temu wspominałem sławnych polskich artystów estrady. Wielki świat! Teraz wracam do Szczytna. Dzisiejszego Szczytna.

Dodaj komentarz

W ostatnich dwóch felietonach opisywałem niektóre uroki Szczytna. Zwłaszcza te po zapadnięciu zmroku, które mogłem zaobserwować podczas codziennych, wieczornych spacerów. Dzisiaj zatem oderwijmy się na chwilę od naszego miasta i dla odmiany poplotkujmy o niektórych polskich artystach powszechnie znanych z estrady, a także telewizji i filmu.

Dodaj komentarz

Przed tygodniem napisałem kilka słów o nocnym życiu Szczytna. Szczerze mówiąc nie bardzo miałem o czym pisać, bo coś takiego, w pełnym znaczeniu tego słowa, w naszym mieście nie istnieje. Był to zatem rodzaj skargi. Mojej skargi. Człowieka, który spać chodzi dość późno, a że telewizję oglądam raczej wyrywkowo, wolałbym wieczorne godziny spędzić w gronie osób o podobnym usposobieniu. Dziesiątki lat mieszkając w Warszawie takie grono zapewniali mi bywalcy zamkniętych, nocnych klubów. Najpierw studenckiego klubu STODOŁA, później klubu architektów SARP, przy ulicy Foksal, następnie aktorski SPATIF i wreszcie, tuż przed wyprowadzeniem się do Szczytna, klub artystów SCENA. W owych, zamkniętych dla osób postronnych lokalach, bywało tak zwane „swoje grono”. Każdy czuł się u siebie.

Dodaj komentarz

Tytuł mocno na wyrost, bo czy jest coś takiego w naszym mieście jak nocne życie? Według mojej dotychczasowej wiedzy nic takiego nie istnieje, ale postanowiłem sprawdzić to jeszcze raz.

Dodaj komentarz